Samusik Jerzy, Neogotycki pałac w Patrykozach, „Kraina Bugu”, nr 25, 2019.
Pierwszym dobrze znanym właścicielem wsi Patrykozy, leżącej w odległości 8 kilometrów od drogi biegnącej z Siedlec do Sokołowa Podlaskiego, był Teodor Kajetan Szydłowski (1714-1792) herbu Lubicz, sędzia grodzki Warszawski, kasztelan mazowiecki w latach 1768–1779, rotmistrz Kawalerii Narodowej, chorąży ziemi warszawskiej, wojewoda płocki w latach 1779–1791, żonaty trzykrotnie. Jego syn z drugiego małżeństwa – z Teresą Witkowską (1722-1778) herbu Nowina – Adam Jakub odziedziczył Patrykozy i starał się stworzyć tam dobrze prosperujący majątek. Przeszkodziła mu w tym działalność polityczna niezbyt zresztą chwalebna. Był bowiem nie tylko starostą mielnickim i marszałkiem ziemi mielnickiej, ale też targowiczaninem, ponoć płatnym agentem rosyjskim na sejmie grodzieńskim w 1793 r., pieczeniarzem na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego, gdzie pełnił funkcję królewskiego szambelana, co zapewne umożliwiła mu jego siostra Elżbieta (1749-1810), kochanka i domniemana morganatyczna żona ostatniego króla Polski.
Budowa pałacu
Adam Jakub Szydłowski (1747-1820) ożenił się w grudniu 1785 r. z Wiktorią Marianną Antoniną Kuczyńską (1759-1840) herbu Ślepowron i miał z nią trzech synów i jedną córkę. Najstarszy z synów, Teodor Karol Leon (1793-1863), odziedziczył Patrykozy. Nim zajął się tym majątkiem, wstąpił do armii napoleońskiej jako szeregowy żołnierz, bił się w 1813 r. pod Lipskiem u boku księcia Józefa Poniatowskiego, będąc jego adiutantem, i był tam trzykrotnie ranny. Walczył w powstaniu listopadowym w stopniu generała, a po jego upadku wycofał się z życia publicznego i osiadł w Patrykozach.
Nie było tam siedziby godnej generała, więc postanowił ją zbudować. Najpierw polecił usypać na podmokłym terenie wzgórze i poprowadzić do niego długą rampę na ceglanych arkadach, obsadzoną szpalerem grabów, a potem zatrudnił architekta, żeby zaprojektował mu na tym wzgórzu nie byle jaką siedzibę. Tym architektem był Franciszek Jaszczołd (1808-1873), twórca takich budowli jak pałac Pusłowskich w Mereczowszczyźnie czy Kuczyńskich w Korczewie.
Na planie dwóch prostokątów ustawionych prostopadle do siebie i połączonych ćwierć kołem wzniesiono w latach 1832-1845 neogotycka budowlę, złożoną z nieregularnych brył, o różnej wysokości i odmiennym zadaszeniu. I z mnóstwem sterczyn, pinakli, wieżyczek, ostrych szczytów, i z okrąglutką basztą mieszczącą kaplicę z pięknym sztukateryjnym sklepieniem oraz czworoboczną wieżą, wznoszącą się na wysokość 25 metrów i zwieńczoną tarasem, z którego rozciągał się widok na całą okolicę.
Najefektowniej wyglądała elewacja frontowa. Jej środkowa część została półkoliście cofnięta w głąb, natomiast odpowiadający jej fragment elewacji ogrodowej otrzymał kształt wypukły. W północno-wschodniej elewacji znalazły się wnęki arkadowe zwieńczone sterczynami i pinaklami, natomiast w dwukondygnacyjnej części południowej usytuowano na parterze całkowicie przeszkloną oranżerię, a pomieszczenie ponad nią otrzymało rząd ostrołukowych okien z dekoracją maswerkową.
Pałacowe komnaty otrzymały również wyszukany wystrój. Marmurowe kominki, pięknie ozdobione piece, bogate sztukaterie, sufitowe rozety, korkowe wykończenie ścian, wyrafinowana stolarka drzwi i okien mogły zachwycić każdego.
Wokół pałacu wyrósł kilkunastohektarowy park krajobrazowy z oczkami wodnymi i kanałami, do których doprowadzono wodę z płynącej w pobliżu rzeczki, będącej dopływem Liwca. Romantyczny charakter powstałym ciekom wodnym nadały malownicze mostki. Peryferyjną część parku przeznaczono na zwierzyniec, w centralnej wzniesiono ogrodowe pawilony i altany.
Dewastacja pałacu
Po bezpotomnej śmierci generała w 1863 r. Patrykozy odziedziczył jego bratanek, Antoni, który wkrótce, bo już w 1871 r., sprzedał je Rajmundowi Skarżyńskiemu. Nowy nabywca niezbyt długo cieszył się tą majętnością. Już w 1878 r. jej właścicielem był Leon Kozłowski, a sześć lat później przeszła w ręce Franciszka Komorowskiego, by z początkiem XX w. stać się własnością Hipolita i Stanisława Cichockich. W 1930 r. włości partykozkie zostały rozparcelowane. Ich cześć, waz z pałacem, kupił ksiądz Władysław Solnicki i w pałacowej baszcie urządził kaplicę. Podczas II wojny światowej okupanci niemieccy przejęli majątek, a w pałacu mieszkał narzucony przez nich administrator. W 1945 r. bratanek księdza Solnickiego, Marian Solnicki, sprzedał 2/3 majątku państwu, a 1/3 miejscowemu rolnikowi, Józefowi Więsakowi. W budynku pałacowym usadowiły się urzędy gminne, przedszkole i biblioteka. Nikt jednak nie dbał o jego remonty, więc niszczał w zastraszającym tempie. W końcu lat 80. Urząd Wojewódzki w Siedlcach zarządził odbudowę pałacu z przeznaczeniem na dom pracy twórczej. Rozpoczęto nawet remont, ale przerwano go w 1989 r. Sześć lat później budynek pałacowy kupiła znana rodzina restauratorów z Warszawy. Adam i Joanna Gesslerowie. Oni również nie podjęli renowacji niszczejącej budowli, i w 2000 r. runęła wieża widokowa wraz z połową ściany szczytowej.
Legenda
Według miejscowej legendy pod pałacem znajdują się ponoć lochy, w których mistrz Twardowski urządził czarnoksięską pracownie. Próbował w niej stworzyć homunkulusa sztucznego człowieka, gdy odpoczywał po dokonaniu jakiegoś alchemicznego wynalazku w pobliskim Węgrowie. Homunkulusa jednak nie stworzył, lecz potwora o ciele kozła z głową koguta. Krążyć on ma nocami po okolicy również w naszych czasach i wydawać niekiedy przeraźliwy skrzek. Są tacy, co go słyszeli, i według nich ma on ostrzegać przed czyhającym niebezpieczeństwem. Ostatni raz słyszano go w 1999 r. tuż przed runięciem pałacowej wieży.
Restauracja pałacu
Zrujnowany pałac w 2003 r. odkupił od Gesslerów Maurycy Zając i po kilkuletniej wytężonej pracy doprowadził go do dawnej świetności. A ponieważ przez wiele poprzednich lat kolekcjonował dzieła sztuki i wyroby rzemiosła artystycznego, pochodzące z różnych krajów, umieścił je teraz we wspaniale odrestaurowanych pałacowych komnatach, nadając im niemal muzealny charakter. Powróciły na swoje miejsce marmurowe kominki, pięknie zdobione piece, żeliwne schody pnące się spiralnie na piętro mozaikowe podłogi, sufity pokryte stiukami, wyszukane żyrandole i wykwintne zabytkowe meble. Turyści mogą je podziwiać oprowadzani przez samego właściciela, a pałac stał się nie tylko jego siedzibą, ale również luksusowym hotelem.
Jerzy Samusik – doktor nauk medycznych, miłośnik podróży, przejechał samochodem przez Saharę, w Wielkich Himalajach przeszedł pieszo 1300 kilometrów, był w Tybecie i na Spitsbergenie, wędrował ścieżkami Inków.
Zamieszczenie artykułu na naszej stronie nastąpiło za zgodą wyrażoną przez autora tekstu Jerzego Samusika – dziękujemy!
